• chałwa sezamowa z orzechami

    dodano Listopad 4, 2015 przez w Desery, Laktoovowegetariańska, Laktowegetariańska, Ovowegetariańska, Pozostałe, Przepisy wegańskie, Przepisy wegetariańskie, Surowa (raw), Wegańska

    Wow, minęło prawie półtora roku od ostatniego przepisu tutaj. Przykre, ale prawdziwe… Dzisiejszy przepis wcale nie jest wielce ambitny, jaki może powinien być na powrót po tylu miesiącach nieobecności, ale jest ważny z powodu kolejnych ważnych decyzji, jakie podjęłam w związku z moim odżywianiem. Otóż KONIEC Z OLEJEM PALMOWYM. Jeden składnik. Niewielka zmiana? Kolosalna.

    Olej palmowy znajdziecie w produktach wszelakich – od mydeł i biopaliwa przez chipsy aż po dietetyczne sucharki, a już z pewnością jest we wszystkich słodyczach i wielu przekąskach. Od dziś, żeby popełnić słodki grzech będę musiała zrobić sobie deser od podstaw, kupić bio-ciasteczka za 8zł albo będę musiała zadowolić się herbatą i kanapką z dżemem domowej roboty. Na co dzień nie stanowi to dla mnie żadnego problemu, ale jak trafię na poczęstunek do znajomych albo hormony zaczną mi szaleć to będę chciała zjeść co najmniej kilkanaście ciastek i wtedy będę cierpieć.

    Ale jak porównać moje cierpienie na „palmowym głodzie” z cierpieniem tych, gdzie olej palmowy się produkuje? Mowa tu zarówno o roślinach, zwierzętach jak i ludziach. W tej chwili, gdy publikuję ten post, w Indonezji sytuacja ma się TAK. Czy smak ulubionych ciasteczek jest tego wart?

    Olej palmowy rzuciłam ok. 10 dni temu. Na razie nie miałam chwili słabości, może dlatego, że to strasznie krótko, może dlatego, że kupiłam na spróbowanie owe bio-ciasteczka za 8zł, może dlatego, że brat przyniósł czekoladę, która nie miała oleju palmowego ani „tłuszczu roślinnego” w składzie – taka nazwa to pułapka, oznacza nic innego jak olej palmowy. W każdym razie według moich zamiarów pożegnałam się z tym składnikiem na stałe, tak jak z mięsem, które rzuciłam z dnia na dzień 8,5 roku temu. Mam nadzieję za kilka lat powiedzieć, że oleju palmowego nie zjadłam świadomie przez wszystkie dni tego okresu.

    A teraz po długim wstępie pora zacząć propagowanie zdrowych oraz etycznych słodyczy. Dzisiaj padło na inspirację z fanpage’a, który pomaga, już przed wyjściem na zakupy, zapoznać się z tym co dobre, a co nie. Mowa o Czytaj Skład i chałwie sezamowej. TUTAJ macie ich analizę chałwy dostępnej na rynku.

    domowa chałwa sezamowa z orzechami

    Składniki:

    • 1 szkl. nasion sezamu
    • 1 duża łyżka miodu
    • garść orzechów
    • szczypta soli

    Przygotowanie:

    Sezam należy dobrze zmielić w elektrycznym młynku i przełożyć do wąskiego i wysokiego naczynia. Dodać miód, szczyptę soli i zmiksować. Sprawdzić czy odpowiada nam słodkość i ewentualnie dodać albo miodu albo sezamu. Dorzucić posiekane orzechy włoskie i zmiksować ponownie. Przełożyć do wybranego pojemnika, ugnieść, schłodzić albo i nie – gotowe!

    Uwagi:

    • Sezam można było podprażyć, ale rozemocjonowana artykułem robiłam wszystko tak szybko, żeby udowodnić sobie i światu, że można, że aż… zapomniałam. Ale dzięki temu wyszedł mi deser surowy, dla tych, którzy oczywiście w diecie surowej akceptują miód. Ja mam to szczęście, że tata jest pszczelarzem, ma małą pasiekę i wiem, że pszczołom nie dzieje się krzywda.  Kolejnym atutem mojego deseru są świeżo rozłupane orzechy od rodziny mieszkającej na wsi – żadnej chemii! Żałuję, że nikt z rodziny nie hoduje sezamu ^^
    • Do takiej chałwy można dodać wszystko albo zakończyć na sezamie i miodzie/wegańskim odpowiedniku np. syropie z agawy, syropie klonowym, stewii, ksylitolu – opcji jest tak wiele! Można dodać świeżą laskę wanilii, pistacje, suszoną żurawinę, chipsy kokosowe, co kto lubi, chałwa jest otwarta na propozycje. Tylko nie dodawajcie oleju palmowego! :)
    • Sezam jest źródłem: wartościowego białka, witamin rozpuszczalnych w tłuszczach jak A i E, witamin z grupy B, lecytyny, cynku, magnezu, potasu, żelaza, ma dużo wapnia, przeciwutleniaczy, wartościowe kwasy tłuszczowe. WSZYSTKO co najlepsze!
    • Jak smakuje taka chałwa? Różni się tylko kolorem i konsystencją od tej sklepowej, a jeśli chodzi o smak to nie ma chemicznego aromatu, poza tym jest tak samo dobra i można jej zjeść więcej, bo nie zapycha cukrem, że aż gardło boli. Koniecznie musicie ją wypróbować!
    • W niejako przyjemny, ale i bardzo wzruszający sposób o „skutkach ubocznych” produkcji oleju palmowego opowiada słowem i obrazem Martyna Wojciechowska w odcinku „Borneo – opiekunki orangutanów” z serii „Kobieta na krańcu świata” – LINK.
    Print Friendly
    Udostępnij!

4 komentarzy

  1. Ola pisze:

    Dziwi mnie to, ze rozpratrujesz okrutnosc oleju palmowego, a wciaz jesz miod.

    • mery pisze:

      Z całym szacunkiem, ale nie widzę przeciwwskazań do jedzenia miodu, jako osoba, która spędzała wakacje w pasiece i wie o czym mówi. Miałam natomiast „ale”, kiedy wyprowadzano krowę do ciężarówki, aby wywieźć ją do rzeźni i mam „ale”, kiedy widzę, jak producenci oleju palmowego traktują środowisko naturalne. Nawet najgorszy pszczelarz nie wyrządza krzywdy mogącej równać się z tą, jaką wyrządzają Ci od oleju palmowego. W dzisiejszych czasach, kiedy pszczoły giną na masową skalę powinniśmy wręcz wspierać małe, ekologiczne pasieki, ponieważ osoby, które je prowadzą pomagają pszczołom przeżyć i się rozmnażać, w co raz mniej sprzyjających do tego warunkach.

  2. Małgosia pisze:

    Użyłaś łuszczonego sezamu czy niełuszczonego? Mi z niełuszczonego wychodzi gorzka.

Odpowiedz na „meryAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>