• kiedy wstydzisz się własnej twarzy – naturalne sposoby na oczyszczanie cery

    dodano Wrzesień 4, 2015 przez w Artykuły

    Nie samym chlebem człowiek żyje, tak więc i na stronie poświęconej głównie kuchni i przepisom, przyszedł czas na artykuł o urodzie. Zasłyszałam kiedyś hasło „nie nakładaj na twarz niczego, czego nie mogłabyś zjeść” i odruchowo uznałam je za świętą prawdę. Mimo wszystko, nadal męczyłam moją twarz kosmetykami przeróżnych firm, które zapewniały mnie, że ich produkt dokładnie ją oczyści, nawilży i odmłodzi. Chyba tak naprawdę nigdy nie wierzyłam w zapewnienia producentów, a kolejne specyfiki nakładałam z czystego lenistwa. Kiedy buźka się zbuntowała i zaczęła wyglądać nie tyle na nieporuszoną, co na co raz gorszą… postanowiłam zaprzestać wspierania finansowego oszpecających mnie firm kosmetycznych i poświęcić trochę czasu na wyrobienie w sobie poprawnych nawyków dbania o cerę, która miała za ich sprawą w końcu wyglądać zdrowo. Zobaczcie, czego się nauczyłam!

    Nie wstydź się własnej twarzy!

    Nr 1 – manualne oczyszczanie twarzy u kosmetyczki

    Mimo tego, że umieszczam zabieg u kosmetyczki na zaszczytnym pierwszym miejscu, jest on opcjonalny. Postanowiłam jednak osobiście przekonać się ile jest wart. W pobliżu mojego ówczesnego mieszkania znajdowało się centrum sportowo-rekreacyjno-kosmetyczne dla kobiet, więc chcąc wykorzystać bliskie sąsiedztwo weszłam na ich stronę internetową i wyszukałam interesujący mnie zabieg głębokiego oczyszczania z wersją manualną, peelingiem kawitacyjnym, maseczką z alg itp. itd. Powiem tak – w życiu nie spodziewałam się tak ogromnego bólu. W czasie ok. 20 minutowego zabiegu płakałam, marząc o herbatce i ciepłym kocyku pod którym mogłabym się schować już na zawsze przed okaleczającą łyżeczką do oczyszczania. Kurczowo trzymałam się stołu rękami i nogami, przypominając bardziej rodzącą niż klientkę kosmetyczki, która zapewniała mnie, że i tak jestem jedną z dzielniejszych. Po uregulowaniu opłaty w wysokości 160zł wybiegłam rozczochrana i z czerwoną twarzą i cieszyłam się jak dziecko, że mam tak blisko do domu. Zrozpaczona obejrzałam dokładnie swoje odbicie w lustrze i stwierdziłam, że jak zwykle wydałam pieniądze na marne i to jeszcze tyle się nacierpiałam! Jednak po ok. dwóch tygodniach, gdy ponownie chciałam ocenić efekty zabiegu, stwierdziłam z uśmiechem na ustach, że chętnie powtórzyłabym te męki jeszcze raz!

    W czym rzecz? Oczyszczanie manualne to nic innego jak „wyciskanie” zaskórników bez lub z pomocą owego zbrodniczego narzędzia jakim jest łyżeczka – cienki metalowy przyrząd zakończony małą okrągłą dziurką, w którą ma wpasować się zaskórnik. Takie efekty jak po wizycie u kosmetyczki ciężko jest osiągnąć w domu z kilku prostych powodów – brak odpowiedniego przygotowania skóry jak np. peelingiem kawitacyjnym, brak wspomnianej łyżeczki, która dosięga zaskórniki nawet przy nosie, często brak rękawiczek i przenoszenie zanieczyszczeń oraz ból, który w gabinecie każdy będzie się starał znieść, natomiast w domowym zaciszu ani myśli go sobie zadać.

    Krótko mówiąc polecam zabieg każdemu, kto ma problem z zaskórnikami, szczególnie takimi, które są obecne na twarzy od dłuższego czasu. Boli, ale da się przeżyć, a efekty są tego warte.

    Nr 2 – pasta myjąca z płatków owsianych

    Po kilku chwilach od postanowienia, że rzucam kosmetyki, usiadłam do komputera i starałam się wygooglować naturalny sposób na mycie twarzy. Nie chciałam słyszeć ani o szarym mydle, ani o własnej produkcji mydełkach. Nie interesowało mnie nic „czego nie mogłabym zjeść”. Znalazłam kilka przepisów na domowej roboty kremy, peelingi, maseczki, ale nie było nic o podstawie – myciu twarzy. W końcu udało mi się natrafić na ślad płatków owsianych. Kilkanaście postów na kobiecych forach dostarczyło mi wystarczającej wiedzy. Jeszcze tego dnia zaczęłam myć twarz zmielonymi płatkami owsianymi zmieszanymi z jogurtem.

    Każdy, kto dba o swój jadłospis, wie, że płatki owsiane są bardzo odżywcze. Drobne zmielenie zapewnia łatwy dostęp do dobroczynnych składników, a dodatkowo zapewnia skórze delikatny peeling. Zmieszanie płatków z jogurtem/kefirem/maślanką nie tylko nadaje odpowiednią konsystencję pasty do oczyszczania, ale też dostarcza kwasu mlekowego, który również złuszcza, delikatnie nawilża oraz zwalnia proces starzenia się skóry regulując odnowę komórkową.

    Cały przepis to po prostu zmielenie płatków owsianych na mniejsze kawałki, ale nie na pył i przechowywanie tak przygotowanych w pojemniczku np. w łazience. Wieczorową porą do łyżki płatków dodajemy troszkę wybranego składnika zawierającego kwas mlekowy i mieszamy, żeby uzyskać gęstą pastę. Najpierw twarz myjemy porządnie ciepłą wodą. Zawsze używamy ciepłej wody, ponieważ poprawia krążenie krwi w skórze, a więc też rozpulchnia ją i ułatwia wnikanie w głąb preparatów, które stosujemy. Po umyciu twarzy wodą, nakładamy pastę i rozprowadzamy okrężnymi ruchami przez około minutę. Następnie zmywamy znowu ciepłą wodą i delikatnie wycieramy twarz ręcznikiem. Przed wykonywaniem tego zabiegu nie trzeba zmywać makijażu, płatki doskonale sobie z nim poradzą.

    Dla osób z cerą delikatną, wrażliwą, naczynkową polecam zmielenie płatków nieco drobniej, a do każdej porcji dodanie również łyżeczki ciepłej wody i odstawienie na kilka minut, aby płatki się rozpulchniły, były miększe i nie podrażniały skóry.

    Kilka ogólnych zasad mycia twarzy:

    1. Nie za często – myj twarz rano i wieczorem. Powtarzanie tego zabiegu częściej może zniszczyć naturalną barierę ochronną skóry, jaką jest płaszcz lipidowy.
    2. Ciepła woda – jak już wspomniałam rozpulchnia skórę i pomaga ją oczyścić, ale trzeba uważać, żeby woda nie była gorąca, co również może osłabić ochronę skóry oraz doprowadzić do jej wysuszenia.
    3. Delikatne wycieranie – energiczne pocieranie ręcznikiem podrażnia skórę a do tego pobudza gruczoły łojotokowe, więc w efekcie otrzymamy tłustą skórę. Należy też pamiętać o higienie ręcznika – należy mieć swój własny ręcznik, najlepiej przeznaczony tylko do twarzy i często go prać.

    Mycie twarzy

    Nr 3 – tonik z octu jabłkowego

    Dotychczas przez wiele lat używałam ogórkowego toniku firmy Ziaja i choć ufam temu produktowi, że mi nie szkodzi, to nie mogę powiedzieć, że mi pomaga. Poza tym jak zmieniać wszystkie kosmetyki na jadalne, to bez czynienia wyjątków. Przepisów na własne toniki jest w Internecie znacznie więcej niż na środki do czyszczenia twarzy, więc każdy może znaleźć coś dla siebie.

    Ocet jabłkowy jako i każdy ocet ma działanie przeciwdrobnoustrojowe, więc doskonale upora się ze zwalczaniem infekcji czyhających w skórze. Dodatkowo, ocet jest produktem, który się nie psuje, dlatego jako osoba leniwa, która nie chce co kilka dni robić nowego kosmetyku postanowiłam wybrać właśnie taki tonik – trwały.

    Proporcje do sporządzenia toniku krążące w sieci są różne – od 1:10 do 1:1, więc na początek wybrałam 1:5 – jedna część octu jabłkowego dobrej jakości i pięć części przestudzonej wody przegotowanej. Taką miksturę przelałam do szklanej butelki i zakropiłam dwoma kropelkami olejku aromatycznego z bazylii. Ocet jabłkowy w takim rozcieńczeniu ma bardzo przyjemny zapach i z pewnością nikogo nie zrazicie, tym bardziej, że szybko się ulatnia, aczkolwiek dla mnie nic nie może się równać z zapachem jednego z ulubionych olejków aromatycznych. Z takiego kosmetyku korzystamy jak z klasycznej wersji, a więc wystarczy zamoczyć płatek kosmetyczny i dokładnie przetrzeć umytą wcześniej twarz.

    Nr 4 – nawilżanie olejem kokosowym

    Ten punkt dołączyłam do poprzednich trzech dopiero niedawno. Zwyczajnie czułam się nieswojo, kiedy po pieczołowitym umyciu twarzy płatkami z jogurtem, przetarciu jej tonikiem z octu jabłkowego nakładałam… kupny krem. To zupełnie mijało się z jakimkolwiek dążeniem do idealnie zdrowej cery. Nie tak dawno kupiłam bio olej kokosowy w celu tzw. „ssania oleju”, które ma zapewnić detoksykację organizmu oraz zdrowsze zęby i dziąsła. Niestety, pierwsza próba zakończyła się szybkim pluciem i przepłukiwaniem buzi, po tym jak tłusty olej wywołał odruch wymiotny. Stąd wniosek, że wszystko jest dla ludzi, ale jednak każdy musi znaleźć metodę, która mu odpowiada.

    Stojący w lodówce słoik z super naturalnym bio olejem kokosowym wydobyłam, gdy nie mogłam pozbyć się uporczywego swędzenia skóry. Przypomniałam sobie, jak jeszcze dawno temu moja pani pediatra powiedziała mi, że skóra mnie swędzi, bo jest bardzo sucha. Po kilku tygodniach uporczywych upałów i nienawilżania ciała tak też musiało się stać i tym razem – wyschłam. Odruchowo więc sięgnęłam nie po balsam, ale po olej, który zdecydowanie szybciej nawilży czerwoną od drapania skórę. Wysmarowałam się od stóp do głów i na drugi dzień wstałam pozbawiona dręczącego świądu. Od teraz codziennie wydobywam olej kokosowy z lodówki i wcieram go w skórę rozpulchnioną po kąpieli. Nie dość, że zapewnia mi to odpowiednie nawilżenie to jeszcze pachnę jak Bounty.

    Nawilżenie i zapach to jednak nie jedyne zalety oleju kokosowego stosowanego na skórę. Przywraca także zmytą w kąpieli barierę ochronną skóry, zapobiega a nawet leczy grzybicę, a do tego łagodzi wszelkie zmiany skórne – od przebarwień, przez skaleczenia, oparzenia, aż po ślady po ugryzieniu owadów.

    Nie bójcie się świecenia się skóry! Wiele kosmetyków w dzisiejszych czasach zapewnia nas o działaniu matującym. Sama nie lubię się „świecić”, więc takie tez posiadam do makijażu. Ale olej kokosowy nie przyprawi was o świecenie, olej kokosowy to blask! Serio, po jego zastosowaniu szybko odkryjecie różnicę pomiędzy niezdrowo świecącą się skórą, a rozświetloną cerą. Pamiętajcie tylko, żeby stosować niewielkie ilości!


    Nr 5 – maść cynkowa

    Maść cynkowa to jeden z lepszych wynalazków ludzkości. Kosztuje ok. 3zł a można ją zastosować prawie na każdą anomalię występującą na skórze. Gdy już umyjecie twarz ciepłą wodą, a następnie płatkami owsianymi, przetrzecie skórę tonikiem z octu i nawilżycie niewielką ilością oleju kokosowego, wtedy na każdy większy czerwony punkt na waszej twarzy nałóżcie warstwę maści cynkowej. Jeżeli przed snem nie czytacie już książek czy nie oglądacie seriali, a zamierzacie od razu po wieczornej toalecie zasnąć, to nałóżcie grubszą warstwę i na każde takie miejsce naklejcie plasterek z delikatnym klejem – podkreślam, jeśli nie chcecie rano mieć czerwonych podrażnień w miejscach klejenia. Każdy rozwijający się pryszcz pod warstwą maści cynkowej nie ośmieli się urosnąć ani o pół milimetra, a co więcej, zazwyczaj w ciągu jednej nocy znika niemal całkowicie. Jeśli jednak będzie miał odwagę pozostać, potraktujcie go tak samo w kolejną noc i w razie czego w następną. Choćby miało to trwać kilka nocy, to nadal jest lepszym pomysłem od „wyciskania”.

    Tymi oto sposobami, których zastosowanie jest zdecydowanie szybsze niż przeczytanie tego artykułu, możecie osiągnąć sukces w walce ze źle wyglądającą cerą. Nie są to sposoby natychmiastowe, ale zapewniam was, że długo też nie trzeba czekać na efekty, bo inaczej zrezygnowana zdążyłabym wrócić do konwencjonalnych kosmetyków. Poza tym płatki owsiane, ocet jabłkowy i olej z kokosa mogą już na stałe zagościć jako codzienne kosmetyki, a nie tylko jako przejściowy eksperyment ku czystej cerze. Nie tylko wiecie wtedy z czego są wykonane wasze kosmetyki i że na pewno nie zostały testowane na zwierzętach ale też płacicie znacznie mniej za dużo lepsze efekty. Czy ktoś mógłby pragnąć więcej?

    Print Friendly
    Udostępnij!

3 komentarzy

  1. Asia pisze:

    Te płatki mnie prześladują i chyba w końcu muszę wypróbować ;) A co do oleju kokosowego, to żałuję, że moja twarz kompletnie go nie akceptuje :( Czasami dorzucam do kąpieli albo posmaruję ciało, ale buźka niestety nie chce go strawić. W obrębie twarzy to tylko do zębów :D

  2. Ola pisze:

    Ze swojej strony polecam jeszcze:
    Glinki do twarzy i ciała
    Sole i błota do kąpieli
    Oleje do włosów np amla kokos
    Olejek drzewa herbacianego – wszechstronny

    Moze nie są jadalne, ale w pełni naturalne!

    • mery pisze:

      Wiedziałam, że o czymś zapomniałam napisać! Miał być jeszcze punkt o naturalnej glince zielonej :) Sole też uwielbiam, szczególnie w zimie do zmarzniętych stópek, a olejkiem herbacianym mama mnie leczyła w dzieciństwie – rzeczywiście wszystko :p Ale szczególnie polecam do skóry głowy, gdy są problemy z łupieżem i łuszczeniem się skóry :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>